Wilno. Miasto Miłosierdzia.
Wilno – zanurzona w Bożym Miłosierdziu
Po Finlandii, Estonii i Łotwie – czas na Wilno
To moja druga wizyta w Wilnie i tym razem plan był bardzo prosty: żadnego zwiedzania.
Wiedziałam, jak chcę spędzić ten czas.
Jak najdłużej przed Jezusem Miłosiernym i u Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia. Eucharystia, adoracja, Różaniec, modlitwa w powierzonych mi intencjach.
Bez pośpiechu.
Przede wszystkim chciałam wrócić przed pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego.
Nie przed kopię ani jeden z późniejszych wizerunków „Jezu, ufam Tobie”, ale przed ten konkretny obraz namalowany w Wilnie w 1934 roku przez Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek św. Siostry Faustyny.
Kiedy patrzę na ten obraz, zachwyca mnie pewna myśl.
Przecież talent Kazimirowskiego również pochodził od Boga. To Bóg dał mu zdolności, ręce i warsztat, a potem pozwolił, aby właśnie tymi rękami powstał pierwszy wizerunek Jezusa Miłosiernego.
Jakby Jezus wcześniej przygotował ręce człowieka, który pewnego dnia miał spróbować Go namalować.
Jezus objawiał się Siostrze Faustynie. Ona próbowała przekazać swojemu spowiednikowi to, co widziała i do czego została powołana. Błogosławiony ks. Michał Sopoćko znalazł człowieka, który potrafił przełożyć jej słowa na obraz.
A Eugeniusz Kazimirowski malował.
Na tyle, na ile potrafiły ludzkie ręce. Na tyle, na ile obraz Jezusa widziany oczami Faustyny można było opisać drugiemu człowiekowi i przenieść na płótno.
Siostra Faustyna nieraz płakała z rozczarowania, patrząc na powstający wizerunek. Wiedziała, że żaden pędzel nie jest w stanie oddać piękna Jezusa, którego widziała. Zapytała:
„Kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś?”
A Jezus odpowiedział:
„Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej.”
I właśnie przed tym obrazem chciałam pobyć.
Pierwszy piątek miesiąca w Wilnie
Do Wilna dotarłyśmy z córką w pierwszy piątek miesiąca.
Najpierw Msza Święta w kościele św. Teresy przy Ostrej Bramie, ofiarowana za siostrę Tereskę i wszystkie powierzone przez nią intencje.
A później – Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Wilnie.
I czas przed Jezusem. Sam Bóg zorganizował mi ten czas.
Kilka godzin przed Przenajświętszym Sakramentem.
Kilka godzin mojego „opalania się” przed Panem Jezusem, jak mawiał Ojciec Święty Jan Paweł II.
Trwać. Patrzeć. Nasycać się Jego obecnością. Przebywać w Jego Świętości.
Miłość przyzywa miłość.
Modlitwa na Sykomorze przed Jezusem Miłosiernym
Przed Jezusa Miłosiernego przyniosłam również Was.
Intencje Modlitwy na Sykomorze – te już powierzone, te, z którymi modlimy się teraz, i te, których jeszcze nie znam, ale Jezus zna je już wszystkie. I tych, którzy dopiero kiedyś trafią pod naszą Sykomorę.
Powierzyłam Jezusowi kapłanów przeżywających zwątpienie, osoby uzależnione od ekranów i treści, które niszczą ich serca i relacje, małżeństwa i rodziny w kryzysie, chorych i umierających, osoby przeżywające duchową pustkę oraz dusze w czyśćcu cierpiące.
Wszystkich, którzy prosili nas o modlitwę.
Jezu, ufam Tobie.
Zobacz relację: Zanurzeni w Miłosierdziu Bożym w Wilnie
Pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego i Koronka – dlaczego właśnie Wilno?
Historia pierwszego obrazu Jezusa Miłosiernego zaczęła się od polecenia Jezusa, które Siostra Faustyna otrzymała w Płocku. Ale to w Wilnie, dzięki spotkaniu z ks. Michałem Sopoćką i Eugeniuszem Kazimirowskim, obraz rzeczywiście powstał.
Ukończono go w 1934 roku, a w kwietniu 1935 roku został po raz pierwszy pokazany publicznie – właśnie w Ostrej Bramie.
Później przyszła wojna, komunizm, zamykane kościoły i niezwykła historia ratowania obrazu. Dziś można uklęknąć przed nim w niewielkim Sanktuarium Miłosierdzia Bożego przy ul. Dominikańskiej w Wilnie.
Ale Wilno jest związane z jeszcze jednym darem, który zna dziś cały świat.
To właśnie tutaj, we wrześniu 1935 roku, Jezus podyktował Siostrze Faustynie słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego i pouczył ją, jak ma się nią modlić.
Dziś Koronka odmawiana jest w niezliczonych kościołach, domach i wspólnotach na całym świecie.
A wszystko zaczęło się tutaj.
I trudno mi nie myśleć o tym, jak Bóg działa przez ludzi.
Siostra Faustyna miała przekazać to, co otrzymała.
Ksiądz Sopoćko miał jej pomóc.
Kazimirowski miał użyć swojego talentu.
Każde z nich zrobiło swoją część.
Resztę zrobił Bóg.
Pierwsza sobota miesiąca. Czas iść do Mamy
Następnego ranka – pierwsza sobota miesiąca.
Czas iść do Ostrej Bramy, do Matki Bożej Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia.
A dla mnie ta droga ma jeszcze jeden, bardzo osobisty wymiar.
W 1993 roku moja ziemska Mama podarowała mi obraz Matki Bożej Ostrobramskiej. Na odwrocie napisała:
„Mojej córce Elizce. Oddaję Cię pod opiekę Matce Bożej.”
Miałam wtedy 15 lat.
Dziś mojej Mamy już ze mną nie ma, ale obraz nadal jest, zawierzenie jest. Są zapisane jej ręką słowa. I jest świadomość, że kiedy byłam jeszcze nastolatką, moja Mama oddała mnie pod opiekę Maryi.
I właśnie do Niej idę tego ranka przez Wilno – trochę kuśtykając.
Przez całą tę podróż towarzyszyła mi kontuzja – taki mój mały „oścień dla ciała”, jak powiedziałby św. Paweł. Bóg dopuścił, żeby tym razem droga nie była całkiem wygodna.
Pomimo tej niewygody po Wilnie kuśtykałam szczęśliwa.
Różaniec za Sykomorę i Dzika Figa oddana Maryi
Najpierw Różaniec.
Za wszystkie intencje Modlitwy na Sykomorze – przeszłe, teraźniejsze i przyszłe.
Za tych, którzy już zostawili swoje intencje. Za tych, z którymi modlimy się od początku. Za tych, którzy przychodzą na chwilę. I za ludzi, którzy dopiero kiedyś odnajdą Sykomorę i poproszą nas o modlitwę.
A potem zrobiłam coś bardzo dla mnie ważnego.
Tak jak kiedyś moja ziemska Mama oddała Maryi mnie, tak ja tego dnia oddałam Jej Dziką Figę.
Całą.
To, co już powstało, i to, co dopiero przed nami.
Modlitwę na Sykomorze. Ludzi, którzy tutaj przychodzą. Wyjazdy, filmy, teksty, wszystkie pomysły i plany.
Prosiłam o prowadzenie. O opiekę. O to, żeby Dzika Figa szła tam gdzie Jezus, gdzie powinna, i przynosiła takie owoce, jakie Bóg dla niej przewidział.
Tu ponownie zawierzyłam swoje dzieci, dzieci, które noszę w sercu, rodzeństwo i małżeństwo.
A potem już po prostu – trwanie u Mamy.
I ogromna wdzięczność.
Za opiekę.
Za moją ziemską Mamę i jej gest sprzed lat.
Za tę podróż.
Za ludzi powierzonych naszej modlitwie.
Za Dziką Figę.
Za to, że mimo mojego „ościenia” mogłam tutaj być.
Pierwsza sobota u Matki Miłosierdzia
Pierwsza sobota miesiąca nie jest jednak tylko dniem szczególnej modlitwy do Maryi.
Jej istotą jest wynagrodzenie Niepokalanemu Sercu Maryi.
Dlatego tego dnia była również Msza Święta w duchu wynagrodzenia za grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi.
Nie tylko prosić.
Nie tylko przynosić kolejne intencje.
Ale również wynagradzać, dziękować i kochać.
I dostałam łaskę przeżycia tego właśnie tutaj – w Ostrej Bramie, u Matki Miłosierdzia.
A po drodze… znajoma twarz
I żeby nie było zbyt poważnie – Wilno zostawiło mi jeszcze jeden mały prezent. 🫢
Kuśtykam sobie ulicami i kogo spotykam?
Ojca Adama Szustaka z Langusty na Palmie.
Oczywiście zachowałam się bardzo grzecznie.
Musicie mi uwierzyć, że naprawdę go widziałam. 🫢
Dwa dni w Wilnie
I tak kończyła się nasza droga przez Finlandię, Estonię, Łotwę i Litwę.
W Wilnie od początku wiedziałam, że nie chcę już niczego zwiedzać, ale znów rozkoszowałam się najpyszniejszymi pyzami z mięsem ever! Chłodnikiem i chlebem zapiekanym w serze. Na deser strudel serowy. I plus 2 kg, ale to nic.
Przez całą podróż towarzyszył mi mój mały „oścień dla ciała”. Ale może właśnie dlatego jeszcze bardziej doceniałam każdą chwilę, w której mogłam każdego dnia zanurzać się i moje intencje, a przede wszystkim moją córkę – przewodniczkę tej wyprawy – w Przenajdroższej Krwi Chrystusa, łapać się Jego płaszcza i prosić o łaskę wytrwania.
Wracam do Polski kurować ciało.
A z Wilna zabieram to, po co tutaj przyjechałam.
Jezu, ufam Tobie.
Matko Miłosierdzia, cała Twoja.