Medjugorie – to się dzieje, naprawdę
Próba przed drogą
Tuż przed wyjazdem spotkała mnie sytuacja, która mnie zabolała.
Niesłuszne oskarżenie. Bolało.
Zbliżał się wyjazd do Medjugorie. Spotkanie z Matką Bożą.
A moje myśli zamiast być przy Niej, wpadały w czarną dziurę analiz i napięcia. Zamiast pokoju – niepokój. Zamiast radości – ciężar.
Dziś wiem, że to było nacięcie.
Mnie, żebym owoc przyniosła.
Dzika Figa z sykomory, jeśli nie zostanie nacięta, zatrzymuje w sobie to, co ją zatruwa. Pęcznieje, psuje się od środka. Owoc bywa robaczywy i niejadalny.
Dopiero nacięcie uwalnia to, co w środku. Wypuszcza nagromadzony ciężar. I sprawia, że owoc dojrzewa – słodki i zjadliwy.
To był moment, w którym musiałam coś wypuścić. Oddać. Zawierzyć.
Nie wiedziałam wtedy, że kiedyś powstanie Dzika Figa. Ale już wtedy uczyłam się, że bez nacięcia nie ma dojrzewania.

Medjugorie – miejsce modlitwy
Objawienia w Medjugorie rozpoczęły się 24 czerwca 1981 roku w parafii św. Jakuba Apostoła w Bośni i Hercegowinie. Sześcioro młodych ludzi miało zobaczyć Matkę Bożą na wzgórzu Podbrdo, dziś nazywanym Górą Objawień.
Matka Boża przedstawia się jako Królowa Pokoju i wzywa do modlitwy, postu, nawrócenia, Eucharystii i spowiedzi.
Dziś Medjugorie jest jednym z najbardziej znanych miejsc pielgrzymkowych na świecie. To miejsce radości, zawierzenia, ale też wiary i świadectwa, modlitwy usłanej kamieniami.
Dotarliśmy.
Ze względu na wiele miejsc do zobaczenia, siły fizyczne rodziców i nastrój nastolatka potrzebowaliśmy głębszej synchronizacji planów;) Byliśmy na Górze Objawień (Podbrdo). Weszliśmy na Górę Krzyża (Križevac), ale przebywania tam zdecydowanie za mało.
Trochę tak mamy, że zawsze nasza pierwsza wizyta jest taka „od do” trochę sprawdzająca, trochę od punktu do punktu w określonym czasie byleby wszędzie być i wszystko zobaczyć. Drugie „przyjazdy” zdecydowanie są spokojniejsze.
Pięknie jest w Medjugorie. Kościół i ołtarz zewnętrzny całkowicie przystosowany do wielu tysięcy pielgrzymów, piękne są malutkie pokoiki na spowiedź w każdym języku, a polskich kapłanów tam dostatek.

Chrystus, który wrócił z nami do domu
W jednym ze sklepów w Medjugorie zobaczyliśmy obraz.
Chrystus, ale jaki!!!!
Ręcznie malowany farbą olejną. Głębia kolorów, przeważający granat, który kocham. Spojrzenie, które nie przechodzi obok człowieka.
Przez trzy dni wracaliśmy do tego miejsca. Zastanawialiśmy się, czy możemy pozwolić sobie na taki wydatek. Czy to rozsądek. Czy to nie przesada i czy zmieści się do auta, bo jest spory.
Obraz to nie magnes na lodówkę 😉 nie da się schować pomiędzy ubraniami.
W końcu zapadła decyzja. Małe negocjacje w sklepie i Chrystus przyjechał z nami do Polski.
Dziś wisi w naszym domu w centralnym miejscu.
Na swoim miejscu.
Przez cały dzień ma niezłe widoki na nas wszystkich. Patrzy na nas przy stole. W ciszy i w rozmowach. W napięciach i w śmiechu.
Nie da się Go nie zauważyć i nie da się mu nie zauważyć nas;)
Trzeba zagadać.

Owoc po powrocie
Po powrocie sprawa, która tak bardzo mnie poruszyła, nie istniała. Temat wygasł i praktycznie jakby go nie było.
Napięcie opadło, niedowierzanie wzrosło, czy oby na pewno był problem?
Ot zwykły, a dla mnie niezwykły cud.
Może dlatego, że wcześniej zostało nacięte. Wypuszczone. Oddane.
Medjugorie i zawierzenie
W Medjugorie modliłam się przede wszystkim za nasze małżeństwo. Za jedność. Za pokój. Za ochronę przed tym, co potrafi podkopać fundamenty.
Wszystko, co mogłam oddałam Matce, wszystko zawierzyłam, nic więcej nie mogłam.
Sprawę, która mnie bolała.
Nasze małżeństwo.
Rodzinę.
Intencje i tych, których noszę w sercu oraz tych, którym obiecałam modlitwę.
Ta pielgrzymka to znów łaska i spełnienie. To wdzięczność i miłość.
To znów nauka, że zanim owoc stanie się zjadliwy i słodki, musi zostać nacięty.