Wydarzenia

Rekolekcje małżeńskie z Ojcem Jamesem Manjackalem – gdy wróg uderza w jedność

Na rekolekcje małżeńskie z Ojcem Jamesem Manjackalem wybieraliśmy się razem. Jak małżeństwo. Jak dwoje ludzi, którzy wiedzą, że bez Boga szybko zaczynają walczyć nie o siebie, ale przeciwko sobie. A jednak już przed samym wyjazdem zaczęły się przeszkody. Najpierw pilna sytuacja w pracy męża. Potem słowa, które spadły na moje serce jak tornado. A przecież mieliśmy przyjechać po pokój, błogosławieństwo i odnowienie tego, co Bóg związał.
Data 15-17 Maj 2026
Lokalizacja Poezji 5
Organizator Fundacja Bądź dobrej myśli

Ojciec James – kapłan, który przypomina mi Ojca Pio

Ojciec James Manjackal jest dla mnie kimś więcej niż kaznodzieją.

Patrzę na niego i myślę o Ojcu Pio, którego zawsze się bałam, a który jest obecnie Patronem i Stróżem naszego domu.

Nie dlatego, że chcę kogokolwiek porównywać na siłę. Ale dlatego, że widzę człowieka głęboko naznaczonego cierpieniem, modlitwą i walką duchową.

Kapłana, który sam przeszedł przez chorobę, śpiączkę, ogromne cierpienie ciała, więzienie, a jednak nadal głosi Jezusa i Jego miłość do nas. Człowieka, który mówi o niebie, piekle i czyśćcu nie jak o teorii, ale jak ktoś, kto dotknął granicy życia.

Są kapłani, przy których powietrze zaczyna drżeć i już wiesz, że są wypełnieni mocą Ducha Świętego!

Ojciec James znów przyjechał do Polski, prowadząc małżeństwa i nasze małżeństwo pod Krzyż.

Mieliśmy być razem

W piątek mieliśmy jechać razem.

Małżeńskie rekolekcje. Małżeńska modlitwa. Małżeńskie błogosławieństwo.

A jednak tuż przed wyjazdem u męża pojawiła się nagła, pilna sytuacja zawodowa. Musiał zostać i pomóc klientowi. Nie dało się tego przełożyć, bo dane nie poczekają na ochronę.

Pojechałam sama.

Modliłam się znów za nas dwoje, w naszej intencji, co chwilę dotykając świętej obrączki ślubnej. Wtedy jednak nie myślałam, że to jest własnie pierwszy dzień trudności i nowego doświadczenia zła, które czycha na nasza jedność.

Bo kiedy małżeństwo chce stanąć przed Bogiem razem, bardzo często zaczyna się walka o to, żeby w ogóle przed Nim stanąć.

Słowa, które uderzyły jak tornado

W sobotę wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam.

Ktoś nieproszony powiedział do mnie słowa, które w jednej chwili zburzyły mój spokój. A kto jest ojcem zamętu, lęku i niepokoju? Wiecie!

Nie będę szczegółowa. Nie o to chodzi.

Chodzi o ten moment, kiedy jedno zdanie potrafi wejść głęboko pod skórę. Kiedy serce, które przyszło po łaskę, nagle zaczyna drżeć. Kiedy zamiast skupić się na Jezusie, zaczynasz analizować, wracać, tłumaczyć sobie, odpierać cios. Zastanawiać się, czy to co usłyszałaś jest od Boga? Czy Jezus tak by powiedział?

Jak tornado.

A za chwilę mieliśmy podejść po błogosławieństwo dla małżeństwa.

Błogosławieństwo

I wtedy stało się coś, co trudno opisać bez wzruszenia. Istna sinusoida.

Ojciec James pobłogosławił nas jako małżeństwo.

W tej jednej chwili całe zamieszanie, wszystko co próbowało mnie rozproszyć, straciło znaczenie.

Po modlitwie powiedziałam Ojcu o śnie, który miałam po pierwszych rekolekcjach.

Kiedy usłyszałam wtedy, że jesteśmy jego dziećmi, pomyślałam w sercu: przecież on mnie nie zna. Przecież jestem tu nowa.

A potem przyśniło mi się, że idę za nim w białej szacie, w orszaku.

Powiedziałam mu to.

Ojciec James się uśmiał. Przytulił nas i powiedział:

„Kocham cię. Jesteście moimi dziećmi.”

Nie wiem, czy da się takie słowa przyjąć tylko rozumem.

Chyba trzeba je przyjąć sercem.

Eliza, jesteś pełna łaski

Po Mszy Świętej była modlitwa o uzdrowienie.

Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu Ojciec James wypowiadał słowa rozeznania i modlitwy.

Przed tym weekendem pomyślałam sobie nawet, że moje imię jest trudne do wymówienia. Że jeśli będą padały jakieś imiona, to moje na pewno nie zostanie wypowiedziane.

A jednak stało się inaczej.

Usłyszałam:

„Eliza, jesteś pełna łaski. Nie wątp w to.”

I znowu — miłość! Pewność, że to co miało miejsce kilka godzin wczesniej to próba. Gorący ogień, który miał postawić mnie na baczność, bym zawsze i wszędzie była zatopiona w Bogu wolności, pokoju i ufności.

Tam gdzie jest lęk, nie ma Boga! Zły przychodzi nagle, piorunuje wszystko w co wierzyłaś i byłas pewna i takim cię zostawia. W chaosie.

U Boga, zawsze chodzi o Twoje serce.

O ten moment, kiedy człowiek wie, że Bóg widzi go po imieniu.

Nie ogólnie.

Nie w tłumie.

Po imieniu.

Odnowienie przyrzeczeń, na które nie dotarliśmy

Kolejnego dnia mieliśmy pojechać wspólnie na odnowienie przyrzeczeń małżeńskich.

I znowu coś się wydarzyło.

Drobny ruch mojego męża sprawił, że odnowił się uraz kręgosłupa. Ból był tak silny, że nie mógł jechać.

I wtedy zrozumiałam, że na moich oczach toczy się walka o nasze małżeństwo.

Nie pojechałam na rekolekcje tak, jak planowaliśmy.

Nie było pięknego obrazka: mąż i żona razem, ramię w ramię, wszystko idealnie.

Była modlitwa w parafialnym kościele za nas, za nasze małżeństwo, akt ponownego zawierzenia.

I nastał ogromny pokój. Boży pokój!

„Zobacz, jak zły nienawidzi waszego małżeństwa”

Później rozmawiałam o tym wszystkim z kapłanem.

O przeszkodach.

O słowach, które mnie poruszyły.

O tym, że kiedy mieliśmy być razem, ciągle coś nas rozdzielało.

I wtedy usłyszałam zdanie, które bardzo mocno we mnie zostało:

„Zobacz, jak zły nienawidzi waszego małżeństwa.”

Nie dlatego, że jesteśmy idealnym małżeństwem.

Nie dlatego, że mamy długi staż.

Ale dlatego, że zawsze gdy padamy, z łaską Bożą wstajemy. Razem. Silni mocą Chrystusa naszego Pana! Mocą Sakramentu Małżeństwa, błogosławieństwem samego Boga.

A tam, gdzie jest łaska, tam zawsze będzie też walka.

Małżeństwo nie jest romantyczną dekoracją

Coraz bardziej rozumiem, że moje małżeństwo nie  jest trudne, ono jest szczególnie ukochane i wybrane przez Boga i dlatego tak znienawidzone przez zło.

Nie jest zdjęciem z wakacji.

Nie jest wspólnym kredytem, domem i dziećmi.

Małżeństwo sakramentalne jest przymierzem.

I właśnie dlatego bywa atakowane.

Przez zmęczenie.

Przez obowiązki.

Przez pychę.

Przez niedopowiedzenia.

Przez słowa wypowiedziane za dużo i ciszę trwającą za długo.

Dlatego trzeba o nie walczyć.

Nie przeciwko sobie.

Razem.

Przed Bogiem, z Bogiem i w Bogu.

Rekolekcje, pod Patronatem Ojca Stanisława Papczyńskiego

W pierwszym dniu rekolekcji na halę zostały wniesione relikwie Ojca Stanisława Papczyńskiego. Tego, który interweniował osobićie w nawróceniu naszego małżeństwa. Tego, który wymodlił łaskę spowiedzi świętej i oczyszczenia naszego małżeństwa. Co za łaska być w domu Ojca, wśród Przyjaciół Boga!

Te rekolekcje nie były takie, jak sobie wyobrażałam.

Nie pojechaliśmy spokojnie razem.

Nie przeżyliśmy wszystkiego wspólnie.

Nie było idealnego scenariusza.

Ale może właśnie dlatego były prawdziwe.

Bo Bóg nie wszedł w naszą idealną wersję weekendu.

Wszedł w chaos.

W pracę męża.

W mój niepokój.

W słowa, które mnie zabolały.

W ból kręgosłupa.

W samotną drogę do kościoła.

W błogosławieństwo.

W imię wypowiedziane podczas adoracji.

I w samo serce: „Nie wątp, jesteś pełna łaski”.

Bądź dobrej myśli

Hasło tych rekolekcji brzmiało: „Bądź dobrej myśli”.

I dopiero po wszystkim zrozumiałam, jak bardzo było dla nas.

Nie jako miłe pocieszenie.

Ale jako wezwanie.

Bądź dobrej myśli, gdy plan się sypie.

Bądź dobrej myśli, gdy nie jedziecie razem.

Bądź dobrej myśli, gdy ktoś burzy twój pokój.

Bądź dobrej myśli, gdy ciało odmawia posłuszeństwa.

Bądź dobrej myśli, bo Jezus naprawdę jest pośrodku tego wszystkiego.

Nie poza tym.

Pośrodku.

Panie, chroń nasze małżeństwo

Po tych rekolekcjach czuję w sobie triumf. Namacalnie poznałam wroga. Nie mojego męża, ale tego nieprzyjaciela z boku, który krąży jak lew by kogokolwiek porwać.

Mam wdzięczność.

Za Ojca Jamesa.

Za jego modlitwę.

Za przytulenie.

Za słowa, które przyszły wtedy, gdy ich potrzebowałam.

Za kapłanów, którzy widzą więcej niż my i służą pomimo bólu i niezrozumienia.

Za małżeństwo, które mimo przeszkód nadal idzie w kierunku Nieba!

Panie Jezu, chroń nasze małżeństwo.

Chroń wszystkie małżeństwa, które próbują wrócić do siebie.

Chroń tych, którzy są zmęczeni.

Tych, którzy już prawie nie rozmawiają.

Tych, którzy chcieliby jeszcze raz powiedzieć „tak”, ale nie wiedzą jak.

I ucz nas walczyć nie ze sobą.

Ale o siebie.

Amen.

Zdjęcia z rekolekcji z Warszawy